środa, 21 września 2011

Róż mineralny RHEA

Ten kosmetyk dostałam już dość dawno i w sumie trochę mi głupio, że dopiero teraz siadłam do recenzji.
Tym bardziej, że sam w sobie - róż jest naprawdę świetny!

Firma RHEA nie jest szeroko znaną firmą, a przynajmniej nie wiodącą prym na rynkach kosmetyków mineralnych, gdzie najpopularniejsze są EDM i Costasy. Natomiast uważam, iż oferta tej firmy jest warta uwagi.
Kosmetyk dostałam w miłym dla oka, odkręcanym słoiczku, co przemawia bardzo na plus, ponieważ spotykałam się już z wysyłaniem produktów do testowania np. w woreczkach strunowych, co jest niewygodne i nieeleganckie.
Kolor, który miałam wybrać sama, wybrałam intuicyjnie i... Nigdy więcej! Monitory, a przynajmniej mój, zdecydowanie przekłamują kolory. Dlatego moja rada jest taka, by zaufać poleceniom ze strony i dobrać taki odcień, jaki jest doradzany wg typów karnacji. Ja chciałam być mądrzejsza i... nie wyszło. Róż w odcieniu WINTER MAUVE powędruje do kogoś w następnym rozdaniu. 
Kosmetyk jest w formie sypkiej, ale jeśli oczekujemy delikatnej mgiełki z tej okazji, to możemy się srodze przeliczyć... :-)
Wyraźne napigmentowanie i aksamitne wykończenie z delikatną poświatą, to niewątpliwe zalety tego różu. 
Jest bezzapachowy, co również przemawia na plus - perfumowane kosmetyki są dla mnie 'podejrzane' w kwestii naszpikowania chemią.
Ładnie trzyma się na pędzlu, a roztarty na skórze daje już naprawdę niezauważalny efekt, zatem lepiej stopniować aplikację, niż nałożyć 'raz a dobrze' i przedobrzyć. ;-) Jest przy tym 'skłonny do modelowania' i bardzo plastyczny, profesjonalny pędzel sprawi, że nie powinniśmy sobie zrobić tym kosmetykiem krzywdy.
Na twarzy utrzymuje się równie długo co towarzyszący mu podkład. Nie uczulił, nie podrażnił, bezproblemowo zmywa się najzwyklejszym mleczkiem do demakijażu.
Skład: mica, titanium dioxide, iron oxides.

Myślę, że po zużyciu obecnego różu, skuszę się na odcień Adobe Sunset, tym razem ufając, iż nie jest 'za jasny jakiś...'. ;-)

I jeszcze na koniec garść informacji o minerałach ze strony Producenta, swoją drogą bardzo przydatnych:

Kosmetyki mineralne są to kosmetyki, które składają się jedynie czystych pigmentów mineralnych.
Dzięki temu, że te kosmetyki zawierają wyłącznie czyste minerały, mają one mnóstwo zalet jakich nie znajdziesz w zwykłych kosmetykach:
  • nie zatykają porów, nadają się nawet do cery z silnym, ropnym trądzikiem
  • praktycznie nie ma ryzyka alergii, bo to tak jakby mieć alergię na marmur albo krzemień, nadają się do super nadwrażliwych skór
  • zapewniają ochronę przed szerokim spektrum promieniowania UVA i UVB- do SPF 20 !
  • tworzą barierę między skórą a środowiskiem i zanieczyszczeniami na jakie jesteśmy codziennie narażeni
  • zapobiegają nadmiernemu wysychaniu skóry
  • nie podrażniają skóry, pomagają w leczeniu skóry podrażnionej, poparzonej, po operacjach, z trądzikiem, z zapaleniem atopowym itp.
  • wodoodporne (ale łatwe do zmycia żelem czy mleczkiem)- możesz w nich pływać
  • nie zawierają wypełniaczy tj. talk, tłuszcze, środki zapachowe i konserwujące- minimalizuje to ryzyko alergii, a jednocześnie sprawia że są bardzo wydajne- bo są to skoncentrowane pigmenty
  • czyste minerały nie są w stanie przenosić bakterii (trądzik), mają nieograniczony termin ważności, bo minerały nie ulegają rozkładowi
  • makijaż jest tak naturalny, że jest zalecany również dla mężczyzn (korzysta z niego m.in. Tom Cruise)

Kupując kosmetyki mineralne różnych firm, zwróć uwagę na to czy rzeczywiście nie zawierają konserwantów, kosmetyki które nie składają się w 100% z minerałów nie mają tych wszystkich zalet. Sprawdź też czy nie zawierają talku. Talk jest naturalnym minerałem, niestety jest szkodliwy dla skóry.
UWAGA ! Wszystkie produkty są silnie uzależniające !

Potwierdzam - SĄ! ;-)


wtorek, 30 sierpnia 2011

Na ratunek paznokciom! SOS Eveline dla kruchych i łamliwych paznokci

Jakiś czas temu dość niefortunnie dałam się namówić dobrej koleżance na zrobienie tipsów akrylowych. I choć wykonanie było bez zarzutu, a zdobienie dyskretne i z klasą, to stałam się "kaleką" jeśli chodzi o większość czynności domowych. Okazało się, iż takie "rozrywki" jak akryle to nie dla mnie. Męczyło mnie parę dni co z tym zrobić...
... i wpadłam na (teraz już wiem, że głupawy) pomysł samodzielnego ściągnięcia tipsów...
Tak... moczyłam je około 30 min. w zmywaczu z acetonem a resztę spiłowałam pilniczkiem o gradacji 100/180.
Cel osiągnięty, ale paznokcie... w stanie opłakanym. Niby długie, ale wywijały się jak papier, każdy ruch był bolesny. Musiałam jakoś temu zaradzić i to natychmiast, ponieważ za niecały miesiąc czeka mnie wesele w rodzinie. :-)

W Rossmanie natknęłam się na tę odżywkę i przypomniałam sobie, że ostatnio czytałam dość pochlebne opinie o niej. Ponieważ wydatek był rzędu 10 zł, postanowiłam zaryzykować i przetestować to cudo.
Okazało się, że chwalący mieli rację! Efekty zobaczyłam już po 3 pierwszych dniach!
Jak stosować tę odżywkę? To proste. Nakłada się ją jak lakier, warstwami - przez 3 kolejne dni. Następnie zmywamy warstwy lakierem i nakładamy od nowa. Odżywka szybko schnie, ładnie nabłyszcza paznokieć i mam nieodparte wrażenie, że lekko wybiela końcówkę i kryje płytkę. W moim przypadku również wyrównało resztki tipsów po moim nieszczęśliwym zrywaniu i spiłowywaniu. Teraz mogą sobie spokojnie odrosnąć.
Najfajniejsze jednak było zaobserwowanie efektów po pierwszym zmyciu. To było jak cud! Moje paznokcie naprawdę się wzmocniły, uelastyczniły i chyba ciut szybciej rosną! Nie zadzierają się, są twarde i odporne na wszelkie uszkodzenia!
Podczas nakładania radzę zabezpieczyć skórki kremem czy natłuścić oliwką, bo zawartość formaldehydu nieco je wysusza... To chyba jak na razie jedyny skutek uboczny, który zaobserwowałam podczas stosowania.
A oto co pisze producent o odżywce : Wielozadaniowa, ekstremalnie wzmacniająca odżywka to szybka pomoc dla kruchych i łamliwych paznokci. Kompleksowa, silnie działająca kuracja jest idealnym rozwiązaniem dla słabych, zniszczonych i rozdwajających się paznokci. Odbudowująca formuła z witaminami, wapniem i kolagenem precyzyjnie łączy się z płytką paznokciową, odbudowuje, regeneruje i maksymalnie ją utwardza. W ciągu 10 dni kuracji SOS paznokcie z dnia na dzień stają się nieprawdopodobnie mocne, elastyczne i piękne.

To prawda - moje powoli stają się piękne. :-)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Skórze dać pić...

Powrót z wakacji z piękną, złotą opalenizną - to marzenie prawie każdej kobiety. Prawie, bo znam fanki mlecznej karnacji, które skutecznie kryją się przed promieniami słonecznymi.
Mnie jednak słonko dopadło i po powrocie z górskiego wypoczynku zobaczyłam, że niestety moja skóra, choć brązowa, wygląda jakoś szarawo i smętnie...
Co zatem zrobić by skóra nie straciła na blasku a zdrowy wygląd podkreślił opaleniznę?
1. Najpierw zrobiłam peeling. Nie chcąc używać zbyt inwazyjnych kosmetyków, postanowiłam użyć do tego Glinki Marokańskiej
zdjęcie pochodzi ze strony : http://www.synesis.pl/sklep/product_info.php/products_id/67

Glinkę wymieszałam z wodą w proporcji 1:1,5, nie chcąc uzyskać konsystencji maseczki tylko trochę rzadszą, wodnistą. Następnie przez kilka minut zwilżonymi dłońmi rozprowadzałam glinkę po twarzy, uważając jednak by nie robić tego zbyt mocno. Po spłukaniu cera miała jednolity kolor i wyraźnie "przejrzała".
2. Postanowiłam nałożyć maseczkę.

zdjęcie pochodzi ze strony : http://www.okazje.info.pl/okazja/zdrowie-i-uroda/avon-srodziemnomorska-nawilzajaca-maseczka-do-twarzy-z-oliwka.html

Jestem szczęśliwą posiadaczką maseczki śródziemnomorskiej AVON, z której jestem zadowolona, jak z niewielu produktów tej firmy. Maseczka doskonale nawilża, dobrze się zmywa a przy tym pięknie pachnie!

3. Następnie nakładam krem. Rzecz jasna też nawilżający. O kremie wiesiołkowym już pisałam, na ratunek spragnionej skórze - jest niezbędny.
zdjęcie pochodzi ze strony : http://www.doz.pl/apteka/p55160-Wiesiolkowy_krem_nawilzajacy_50_ml


4. Nie zapominajcie również o nawilżeniu reszty ciała. Dla mnie idealne okazało się mleczko do ciała ZIAJA z serii Kozie Mleko :

zdjęcie pochodzi ze strony : http://www.mydlandia.pl/p3507-Ziaja-Kozie-Mleko-mleczko-do-ciala-400-ml.php
Łatwo się wchłania, nie pozostawia na skórze tłustego filmu, ma wygodną pompkę i delikatny, mleczny zapach. Świetnie nawilża, a cena i pojemność są dodatkowymi atutami. :)

5. Równie ważne jest też odrębne nawilżenie dłoni i stóp. Jeśli chodzi o dłonie, moim ulubieńcem stał się ten krem:


zdjęcie pochodzi z serwisu rossnet.pl
Przywraca nawilżenie i gładkość suchym dłoniom, a dodatkowo naprawdę wzmacnia paznokcie dzięki takim składnikom jak olej rycynowy czy wit. E.
Regenerację zmęczonym i popękanym stopom da ten krem:

zdjęcie pochodzi ze strony : http://www.farmona.pl/sklep/farmona-nivelazione-krem-na-p%C3%83%C2%AAkaj%C3%82%C2%B1ce-pi%C3%83%C2%AAty/produkt/148.html

Najlepiej nakładać go przed pójściem spać, stopy owinąć w woreczki foliowe, nałożyć skarpetki. Jeśli ktoś ma tendencję do wstawania w nocy do toalety - odradzam woreczki, można stracić życie ;).

6. Na problematyczne miejsca takie jak łokcie, kolana czy łydki, można zastosować wygładzające mleczko do zadań specjalnych:

zdjęcie pochodzi ze strony : http://ibeauty.pl/artykuly,3,48,93,pielegnacja-ciala-balsamy-maksimum-korzysci
7. Mało kto kłopocze się w wakacje o nakrycie głowy, dlatego również i tam - skóra sparzona słońcem cierpi. Z pomocą w regeneracji skóry głowy i włosów (nierzadko siankowatych i spalonych) przychodzi seria DOVE SŁONECZNE POGOTOWIE zapewniające intensywną odbudowę :

zdjęcie ze strony : http://www.kobieta24.pl/a.3412.Sloneczne_Pogotowie_Dove_ratuje_Twoje_wlosy_i_rozdaje_wakacyjne_nagrody.html

8. I najważniejsze, choć często, niestety, pomijane : NAWILŻENIE OD ŚRODKA. Pijmy dużo wody, zwłaszcza w takie upalne dni. Odpowiednie nawodnienie to podstawa, dlatego 1.5 litra wody dziennie, to nie kolejny wymysł naukowców, a nasz obowiązek względem swojego ciała. Skutkiem odwodnienia jest nie tylko zmęczone i mało sprężyste ciało ale też wieczne osłabienie, bóle głowy a nawet niekiedy mdłości czy pojawienie się czarnych plamek przed oczami. Tych objawów nie wolno lekceważyć. Woda gazowana znacznie szybciej gasi pragnienie od niegazowanej, jednak aby uniknąć wypchania brzucha jak balonik, wybieram wody delikatnie gazowane lub wysoko zmineralizowane :

zdjęcia pochodzą z serwisu delikatesymilo.pl
Jedzcie też dużo owoców, te zawierające dużą ilość wody, jak nektarynki, kiwi czy gruszki, znakomicie orzeźwią, gdy doskwiera żar :).

wtorek, 9 sierpnia 2011

Produkty Naturalne s.c. - recenzja

Dziś recenzja produktów hipernaturalnych! :)
Kremy, które dostałam, wymagały dłuższego okresu czasu, by je przetestować, ale uwierzcie mi - warto było!
1. Krem WIESIOŁKOWY nawilżający
Opis ze strony producenta :
Zapewnia intensywne i trwałe nawilżenie, opóźniając procesy starzenia się skóry i pojawiania zmarszczek. Skóra odzyskuje naturalną równowagę wodną, staje się wyraźnie gładsza i elastyczna. Krem wspomaga proces naturalnej odnowy sprawiając, że twarz nabiera świeżego i promiennego wyglądu. Krem dla skóry suchej, normalnej i wrażliwej, doskonały również pod makijaż.  
Skład : Aqua, Paraffiunum Liquidum, Propylene Glycol, Petrolatum, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Oenothera Biennis Oil, Persea Gratissima Oil, Isohexadecane, Isopropyl Isostearate, Cetearyl Alcohol, Sodium Hydroxide, Aloe Arborescens Extract, Tocopheryl Acetate, Diazolidynyl Urea, Cera Alba, Stearic Acid, Parfum, Allantoin, Methylparaben, Carbomer, Propylparaben, Disodium EDTA, Sodium Citrate, BHA.
Po pierwsze - krem jest w fantastycznym opakowaniu! Rzuciło mi się w oczy natychmiast jak tylko otworzyłam pudełeczko. :) Okrągła kula bardzo śmieszy mnie w łazience, stojąc na honorowym miejscu pod lustrem. Przyciąga wzrok i sprawia, że nigdy nie zapominam o kremie. Kolorystyka przywodzi na myśl skojarzenia związane z naturą - zieleń trawy, żółte promyki słoneczka - 100% eko!:)

Krem ma konsystencję lekko wodnistą. To dobrze, bo skoro ma być nawilżający, to nie powinien tępo rozprowadzać się na skórze, czy przykrywać ją tłustą warstewką. Zapach jest bardzo przyjemny, jak dla mojego nosa - chyba lekko miętowy? Nakłada się go właściwie bezproblemowo. Ja stosowałam go na noc, po demakijażu.
Pierwsze 2 dni - moja skóra się zbuntowała. Niestety bardzo się "świeciłam"... Pomyślałam "oj, jednak wiesiołek nie dla mnie...". Nie zdziwiło mnie to specjalnie, ponieważ mam cerę, która lubi przysparzać mi kłopotów...
Jednak uparłam się i nie przerywałam testów. Opłaciło się! Kolejne poranki witałam w lustrze z uśmiechem ;). Moja cera bardzo się wygładziła, właściwie pozbawiła wyprysków (nie żartuję!) i jest bardziej promienna! Co więcej - stała się podatna na matowienie np. pudrem i dużo wolniej zaczyna się błyszczeć. Myślę, że było jej potrzebne porządne nawilżenie i od tego kremu to dostała!

Zastanawiałam się, gdzie można dorwać ten (i następny) krem. Pani Angelika rozwiała moje wątpliwości - produkty można łatwo znaleźć w aptekach, zwłaszcza tych pod znakiem Dbam O Zdrowie (DOZ). Cena kremu mnie zszokowała... (pozytywnie rzecz jasna!)
http://www.doz.pl/apteka/p55160-Wiesiolkowy_krem_nawilzajacy_50_ml
2. Krem z ARONIĄ nawilżający kuracja dzienna
Dostałam go w saszetkach i natychmiast pożałowałam że tylko w saszetkach :).
Opis ze strony producenta:
Doskonale pielęgnuje cerę wrażliwą, szczególnie z problemami naczynkowymi. Poprawia mikrokrążenie, obkurcza "pajączki" i zapobiega pojawianiu się zmian rumieniowych. Zawarte w nim składniki roślinne czynią skórę optymalnie nawilżoną i zregenerowaną. Stanowi skuteczną ochronę skóry przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi i promieniowaniem UV. Doskonały jako podkład pod makijaż.
Skład : Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Polyglyceryl 3-methylglucose Distearate, Aronia Melanocarpa, Glyceryl Stearate, Decyl Oleate, Dimethicone, Methyl Gluceth-20, Prunus Persica Kernel Oil, Stearic Acid, Ethylhexyl Methoxycinnamate; BHT, Isohexadecane, Sodium Lactate (and) Sodium PCA (and) Glycine (and) Fructose (and) Urea (and) Niacinamide (and) Inositol (and) Sodium Benzoate (and) Lactic Acid, propylene Glycol (and) Diazolidynyl Urea (and) Methylparaben (and) propylparaben, Oenothera Paradoxa Oil, Tocopherol, Allantoin, Perfum, Disodium EDTA, BHA, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnamal, Buthylphenylmethylpropional, Limonene.
 Ten krem w zasadzie myślałam, że komuś oddam. Przecież nie mam cery naczynkowej (albo o tym nie wiem, że mam ;)). Spróbowałam jednak i już wiedziałam że nie oddam!
Po pierwsze - miałam skłonności do rumieńców, które pojawiały się w kompletnie nieprzewidzianych okolicznościach. Nie wiem jak to się stało, ale odkąd używam tego kremu, przestałam się rumienić. Cera stała się jasna, jednolitego koloru, wyraźnie odżywiona.
Krem jest gęstszej konsystencji, niż wiesiołkowy, ale jest niesamowicie wydajny - jedną saszetkę mam na 2 użycia. Łatwo go rozprowadzić, można wklepać by lepiej się wchłonął. Któregoś dnia nałożyłam go i potrzebowałam wyjść z domu, więc zaczęłam się malować. Co odkryłam? Ten krem jest świetną bazą pod makijaż! Jak dla mnie rewelacyjnie "trzyma" nawet zwykły puder. Osobiście lubię nałożyć krem a zaraz potem bezpośrednio przyprószyć twarz pudrem, który w zetknięciu z kremem daje aksamitne wykończenie, zupełnie jakbym zastosowała kryjący podkład. Makijaż wytrzymuje bardzo długo, nie znika, nie ściera się, leży idealnie.
Naprawdę byłam zaskoczona takim zastosowaniem tego kremu.
Kurację z aronii również możecie zamówić przez DOZ : http://www.doz.pl/apteka/p13207-Aronia_Kuracja_Dzienna_krem_nawilzajacy_45_ml

3. Dostałam również WIESIOŁKOWĄ szminkę nawilżającą
opis :
Działanie

  • olej z nasion wiesiołka - doskonały do pielęgnacji wrażliwej skóry oraz skłonnej do alergii,
  • olej z awokado - bogate źródło witamin A, D i E oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych,
  • wyciąg z melisy oraz jeżówki purpurowej - podnoszą odporność komórek na działanie bakterii oraz wirusów. 
Skład : 
PETROLATUM, RICINUS COMMUNIS OIL, CERA ALBA, PARAFFINUM LIQUIDUM, CERA MICROCRISTALLINA, LANOLIN, PARAFFIN, OENOTHERA BIENNIS OIL, HELIANTHUS ANNUS SEED OIL, ISOPTOPYL MYRISTATE, THEOBROMA CACAO BUTTER, CARNAUBA WAX, TOCOPHERYL ACETATE, PARFUM, PROPYLPARABEN, ECHINACEA PURPUREA EXTRACT, MELISSA OFFICINALIS EXTRACT, BHA.

Nie znam się tak profesjonalnie na składach kosmetyków, jak niektóre z Was, ale zakładam, że w każdym kosmetyku gdzieś ta chemia jest "przemycona"...
Cóż można się rozpisać o szmince? :) Spełnia swoją rolę - chroni przed ostrym wiatrem, co zostało sprawdzone. Dobrze nawilża usta i ma przyjemny lekko miętowy zapach. Jedyne, co bym zmieniła to twardość szminki - ciężko nałożyć nią grubszą warstwę kosmetyku, gdyż jest dość twarda.
Poza tym nie mam zastrzeżeń - dyskretna, zgrabna, idealna do torebki. :)


Przede wszystkim BRAWA za polskie kremy, naprawdę dobrze działające, w przystępnych cenach. Przyznaję szczerze, wcześniej nie słyszałam o tej marce, a fanką aptecznych produktów nie byłam - myślę jednak, że chyba zacznę częściej zaopatrywać się w tego typu produkty, bo to jest dowód, że niekoniecznie to, co ma wielką i szumną reklamę, jest naprawdę wysokiej jakości. :) 


środa, 27 lipca 2011

Recenzja Virtual Klejnoty Kaszmiru - cienie do powiek

A zatem - pierwsze koty za płoty, zakończyłam testowanie najnowszej serii cieni do powiek marki Virtual - "Klejnoty Kaszmiru". Wrażenia ogólne:
1. Cienie są słabo napigmentowane. Spodziewałam się czegoś mocniejszego. Nazwa wskazuje na pyszność i obfitość kultury Dalekiego Wschodu, tymczasem... cienie wypadają bladawo niestety...
2. Opakowanie niezłe, choć przy gwałtownym otwarciu wypada jak zwykle nikomu niepotrzebna pacynka. ;) Zresztą - próbowałam pomalować się pacynką - nie da się. Nieporęczna, dziwna... ;) 
3. Jeśli chodzi o trwałość - na bazie bardzo ładna, ale bez bazy dość szybko się rolują, zbierając w załamaniu powieki... 
Jak wyglądają poszczególne cienie?
Cienie Diamond Mono (beżowy) i Metallic Mono (różowy) radzę nakładać na mokro i bezpośrednio na bazę. Bez tego drobinki brokatu niestety posypią się i cała twarz będzie się świecić jak bożonarodzeniowa dekoracja. Dodatkowo, dla zintensyfikowania makijażu, można nałożyć 2 warstwy, gdyż kolory które otrzymałam są bardzo delikatne i ledwo widoczne. Cienie z serii Metallic Mono ładnie metalicznie połyskują, choć nienachalnie. 
Znacznie lepiej ma się sytuacja z cieniami Satin Duo z dodatkiem rubinu. Tu napigmentowanie jest silniejsze, jak widać, nawet bez bazy mają żywe kolory. Na bazie faktycznie satynowo się rozprowadzają i dają możliwość ładnego wyblendowania. Śliwka, którą otrzymałam - jest głęboka, nie daje efektu podbitego oka ;).
 Cienie Satin Quatro - i tu miłe zaskoczenie. Pierwszy raz mam do czynienia z tak niecodziennymi kolorami - bo zarówno niebieski, jak i lazur jak i ta morska zieleń - opalizują złotem. Nie uświadczymy jednak drobinek - cienie są satynowe, bez brokatu. Najmilsze moim gustom, idealne na lato i wakacyjny wyjazd. :)

Podsumowując : nie wiem, jak sprawa ma się z innymi kolorami, jednakże z uwagi na moje upodobanie do paletek, będę polecała z całego serca poczwórne cienie Satin Quatro - tylko one według mnie zasługują na nazwę Klejnotów Kaszmiru, spełniając swoją rolę. :)

czwartek, 14 lipca 2011

Zrobiłam to! :D Czyli recenzja Glinki Marokańskiej firmy SYNESIS

Kiedy udało mi się nawiązać współpracę z firmą Synesis i dostałam od nich paczuszkę z Glinką Marokańską, pomyślałam: "o nie, glinka! Przecież ja kompletnie się nie znam na tym, jak takie mazidła się stosuje!".
Długo odwlekałam moment jej przetestowania. Po części z braku czasu, po części z braku buteleczki ze spryskiwaczem (która jest niezbędna przy stosowaniu glinek) a po części... z obawy. Dziś wiem, że nie było się czego obawiać. :))
Aby zaprzyjaźnić się z glinką, należy przygotować:
- miseczkę
- łyżeczkę (brakuje mi dozownika w opakowaniu...)
- buteleczkę wody ze spryskiwaczem. Może być to też woda termalna.
Glinkę miesza się w proporcji 1:1. Ja byłam "zielona" jeśli o chodzi o ilości wystarczające np. do nałożenia na buzię. Okazało się, że 2 łyżeczki to odpowiednia porcja.

Polecam robić gdy nikogo nie ma w domu. Ja wyglądałam jak potwór bagienny i mogłam kogoś z domowników nieźle nastraszyć... ;)

Fakt, jest to zabieg nieco pracochłonny. Glinkę należy dobrze wymieszać, a po nałożeniu na twarz, pilnować aby nie zaschła, przez co tak ważne jest jej ciągłe nawilżanie wodą. Ale jeśli chodzi o efekty...
Kiedy zmyłam glinkę po 20 minutach (przy użyciu ciepłej wody szybciej zejdzie!), oniemiałam!
Cera nabrała jednolitego koloru, była pięknie rozpromieniona, tak czysta i świeża! Gdzie się podziały wszystkie zaskórniki? Gdzie zaczerwienienia, podrażnienia? Gdzie ziemisty kolor mojej skóry?!
Wszystko znikło jak za odjęciem czarodziejskiej różdżki! Byłam zachwycona działaniem produktu i dopiero wtedy zrozumiałam o co tyle hałasu, dlaczego tyle kobiet zachwyca się różnego rodzaju glinkami.

Glinka Marokańska będzie moim sobotnim rytuałem. Przy zmywaniu odkryłam, że (jak głosi specyfikacja produktu na stronie SYNESIS) faktycznie może służyć też jako peeling. Myślę, że następnym razem spróbuję ją wykorzystać w ten sposób.

Moja ocena : 5.0 ! :)

poniedziałek, 11 lipca 2011

Pojedynek - baza pod cienie BeYu kontra baza HEAN

Dziś chciałabym zrobić porównanie dwóch baz pod cienie do powiek :
- bazy BeYu która była moją pierwszą bazą pod cienie i której końcówkę gdzieś zachomikowałam
- i bazy HEAN którą dostałam na testowanie (ta poszła w świat) ale której również używam w chwili obecnej.
Tak prezentują się kosmetyki:

Aby zaprezentować Wam efekty, jakie zapewniają te bazy, użyłam do tego dwóch paletek - jednej przesłanej mi przez firmę HEAN a drugiej zakupionej pod wpływem wiosennego nastroju - paletka My Secret.
Korzystając z okazji - słówko o paletkach. Paletki są naprawdę świetnym rozwiązaniem. Oszczędzają miejsce, rozwiązują problem doboru kolorystycznego w kwestii makijażu i są niesamowicie wygodne - lubię je zabierać w podróż, często eliminują problem "jak się dzisiaj pomalować?", a jednocześnie dają możliwość pokombinowania w obrębie paru odcieni i zmiksowania ich.

Paletka My Secret z kolekcji Spring 2011 urzekła mnie swoimi kolorami. Zieleń jest naprawdę piękna - pomiędzy limonką a trawiastą zielenią. Do tego jasny i ciemny róż ładnie współgrający z orzechowym brązem. No i oczywiście - idealnie matowa biel (wspominałam, że irytuje mnie perłowa biel pod łukiem brwiowym? ;)). Zastosowane wszystkie razem tworzą makijaż który zwykłam nazywać "orzech laskowy", szalenie wiosenny i niezwykle świeży. Pacynka dołączona do paletki, standardowo się nie przydaje. :) Cienie ładnie się rozprowadzają, choć same w sobie są średnio napigmentowane. Mimo to, lubię je nakładać na bazę, bo trzymają się wtedy bardzo długo.
Paletka HEAN - High Definition Eyeshadow w kolorach o wdzięcznej nazwie Plum Explosion jest dla mnie definitywnie paletką wieczorową. Elegancka, choć subtelna. Składa się z matowej bieli, wrzosowego cienia "dziennego", aksamitnej śliwki z opalizującymi drobinkami - na wieczór, oraz ciemną śliwką matową - przydatnej do smoky eyes. Na dzień ograniczam się tylko do wrzosu, jednak połączenie ich wszystkich daje niewiarygodny przepych zarezerwowany na wielkie okazje, gdyż na co dzień taki makijaż wydaje się być przesadzony. Odcienie są ładnie napigmentowane, choć dla bardziej wyrazistego efektu, polecam intensywniejszą aplikację i wzmocnienie bazą.
Wracając do baz. Baza po lewej jest bazą BeYu, ta po prawej to HEAN. Czym się różnią?
Konsystencją : baza BeYu jest płynna. Oleista, należy nią wstrząsnąć przed użyciem, inaczej wypłynie nam sam olejek.
Baza HEAN jest raczej w stanie stałym, konsystencją przypomina masełko.
Kolorem: Baza BeYu posiada lekkie drobinki rozświetlające, jednak są praktycznie niewidoczne i znikają przy pierwszym pokryciu cieniem. Jest koloru cielistego, łososiowego.
Baza HEAN jest koloru jasnoróżowego, daje matowy efekt po nałożeniu.
Opakowaniem : BeYu jest tubeczką z aplikatorem. Ma to swoje dobre i złe strony. Na pewno ciężko dostać się do resztek kosmetyku, ale posiadaczki dłuższych paznokci odetchną z ulgą...:)
Baza HEAN jest w słoiczku - tu możemy zużyć kosmetyk do końca, ale nie opatentowałam jeszcze metody wyciągania go przy dłuższych pazurkach...
Zastosowaniem: bazę BeYu należy nałożyć cieniutką warstwą na powiekę i poczekać chwilkę aż wyschnie.
Baza HEAN wysycha w sekundzie i możemy nakładać od razu cień.

Efekty: Baza BeYu sprawia iż cienie aż eksplodują wyrazistością! Potrafi znakomicie podbić kolor każdego cienia do powiek, a jednocześnie ułatwia blendowanie.
Baza HEAN niestety wypada nieco słabiej jeśli chodzi o efekt. Jest dość tępa w użyciu. Jak widać na zdjęciu, nie "trzyma" koloru, a niestety robi prześwity charakterystyczne dla nakładania cienia bez podkładu. Mimo, iż cienie HEAN są dobrze napigmentowane, baza nie podbija ich imponująco, choć zapewne wyostrza kolory.
Trwałość : Cienie aplikowane na bazę BeYu utrzymują się w stanie nienaruszonym 10-12 h. Baza HEAN podtrzymuje je tylko ok. 7-8 h.

To zdjęcie jest dobrym dowodem na skuteczność takich magicznych kosmetyków jak bazy. Zielony cień bez bazy jest słabo widoczny, dopiero baza wydobywa jego głębię i soczystość. Fioletowy cień właściwie zyskuje jedynie na trwałości dzięki użyciu bazy.
Porównując ceny - BeYu to koszt ok. 25-28 zł w drogeriach Douglas. Baza HEAN to ok. 11-12 zł w drogeriach Natura. Podwójne przebicie cenowe nie gra tu jednak roli biorąc pod uwagę efekty. Uważam, że warto mieć bazę BeYu, jeśli przed nami całonocna impreza (i oczekujemy spektakularnych rezultatów) czy wyjątkowo upalny dzień, w którym zależy nam na perfekcyjnym makijażu. Baza HEAN przydaje się za to na co dzień, kiedy chcemy by nasz makijaż przetrwał dzień w pracy czy wieczorne przyjęcie w gronie znajomych.
W mojej ocenie : BeYu : 5.0
Baza HEAN : 4.0 .